O. ANTONI NAREL TJ
1909 - 1996

Fragmenty listów od o. Antoniego do Kaliskiej Wspólnoty Ministranckiej, kierowanych do Hieronima Tronickiego

          Z listu z dnia 08.04.1991 r.:
                „ (...) Szef mój dopiero wczoraj wrócił z tygodniowej prawie konsultacji. Zaraz się zwróciłem do niego z Twoim listem. Zostawił to do mojej dyspozycji, czyli dał swój placet. A moja niskość osądził, że i w tym może być większa chwała Boga. Dlatego, choć starcza słabość nie jest skora do dalekich podróży, ale powziąłem TAK dla Kalisza i Umiłowanych Moich Ministrantów, kompanów górskich niedoli i serdecznych Przyjaciół!... Szczęść Boże! – niecny sługa w Chrystusie, ks. Antoni Narel”
          Z listu z dnia 10.04.1991 r.:
                „ (...) W programie spotkania nie pominiecie chyba Ofiary Mszy Św., którą chciałbym tam, w Waszej obecności złożyć Najwyższemu w intencjach Waszych, Rodzin Waszych i przyjaciół... Druga sprawa, to porozumienie w spotkaniach. Ja mówić mogę, ale nie mogę rozmawiać, bo do tego potrzebny dobry słuch. A ja go nie mam. Trzeba jednak radzić sobie. Prezydent Lech Wałęsa nie znając, zdaje się, poza polskim żadnego języka, porozumiewa się z wszystkimi. Przy pomocy, oczywiście, techniki. Nas na to nie stać! Ale jeśliby moi Przyjaciele chcieli publicznie mówić do mnie lub do całości, to konieczne jest napisać mowę w dwóch egzemplarzach. Jeden sobie do czytania (dosłownie), a drugi dla mnie, abym wiedział, co mówią, i co odpowiedzieć... To nikogo nie będzie razić. To normalne wyjście z trudności....Wszystkim Szczęść Boże! niecny sługa w Chrystusie, ks. Antoni Narel”
          Z listu z dnia 16.04.1991 r.:
                „ (...) sądzę, że wiele narobiliście sobie kłopotów, chcąc przypomnieć dawne czasy, a mnie sprawić tym przyjemność – oczywiście w duszy mojej. Za to już składam Wam dzięki, bo także nie mało miałem kłopotów, skupiając Was w służbie Najświętszej Ofiary, i w rozrywkach, tak potrzebnych dzieciom i młodzieży dusznych miast! I tak było w latach 1950/54, a z gromadką aż do 1969 r. Z gromadką, podkreślam, bo nie stać mnie było, abym wszystkim służył dla rozrywki i zdrowia...
Co do przyjazdu mego (do Kalisza - przyp. autora) – zgadzam się na podany środek lokomocji. Jeździłem przecież z Wami, i PKP, i PKS, czasem w ciasnocie, że nie było nawet gdzie stać na obu nogach! Oczywiście, wtedy to mogłem, bo miałem lata 40-te i 50-te, a dziś ... Właśnie tej nocy kończę 82-gi, a dzień jutrzejszy już będzie od godziny 5-ej na 83-ci. I różne braki zdrowia też coś znaczą. Jednak sił jeszcze sporo. Dnia 12.09.1990 r. do Gdyni przyjechałem Nysą czy Żukiem, z bagażem swoim. Pieszczochem w zakonie nie byłem, i nie jestem... Ale w tym roku chciałbym (o ile dożyję) tu w Gdyni być 13.06, bo to pierwszy rok na tej nowej i chyba ostatniej placówce w moim zakonnym marszu do Ojca...
                Kochani Przyjaciele! Gdybyście mieli jakieś poważniejsze trudności w zorganizowaniu spotkania, czy przyholowaniu mojej persony - to dajcie święty spokój i Sobie, i mnie. Ja się nie pogniewam, bo Was kiedyś uczyłem, ze nie wolno się gniewać. To mnie tymbardziej!...
                Nie lzja! – dajcie tylko wcześniej mi znać. Dobrą wolę Waszą – i tak dodatnio ocenię. Choć miło by mnie było spotkać się z tymi przez Was podanymi, ale także innych uścisnąć – jak J. Trzęsałę, Skowrońskich, Łazików, Jezierskich, Kulików, Szymanderów, Górnych, Brodów, itd. itd. A gdyby i ktoś z Łódzkich, Warszawskich i Toruńskich dołączył się, tym większa byłaby nasza wspólna radość, a moja przed odejściem ... tymbardziej!...
                Wszystkich serdecznie pozdrawiam i ściskam, i Szczęść Boże życzę! niecny sługa w Chrystusie, ks. Antoni Narel - Wujcio”
          Z listu z dnia 29.04.1991 r.:
                „ (...) Znów przez cały tydzień nie było w domu o. Rektora. Dopiero wczoraj wrócił, i mogłem się z nim porozumieć. Wiedziałem, że na Mszę św. w rycie przedsoborowym trzeba pozwolenia kurii biskupiej – raczej samego Ordynariusza. Ja, chociaż zdążyłem już trochę zapomnieć, ale chyba bez trudności dałoby się przypomnieć te piękne a przydługawe modlitwy. A więc – zgadzam się, lecz Wy musicie uzyskać pozwolenie Księdza Biskupa. I o to osobiście tam się udać. A więc nowy kłopot.
Mnie nasunęła się myśl, że Ojciec Święty już pozwolił niektórym wracającym na łono Kościoła na ten ryt. Nawet na stałe! A więc chyba i X. Biskup może pozwolić na jednorazową celebrę dla garstki swoich wiernych, kochających swą służbę Bogu w szatach młodych lat. Miłe bowiem wspomnienie wzmacnia nas na drodze do Ojca Naszego. Tak jak zresztą cała ta impreza!...
                Kochani Przyjaciele! Jeśli więc chcecie więcej kłopotu – to wnet ruszajcie do Włocławka. Gdy będzie zgoda Ks. Biskupa – dajcie mi znać jak najprędzej.
                Zdjęć z naszych maszyrek nie mam u siebie, są raczej u bratanków w Mrągowie. Mam sporo Waszych listów. Może coś przypomnę...
                Serdecznie pozdrawiam Wszystkich, i życzę zdrowia... Szczęść Boże Wszystkim ! - niecny sługa w Chrystusie, ks. Antoni Narel”.
          Z listu z dnia 07.05.1991 r.:
                „ (...) Serdecznie dziękuję za Wasze energiczne starania o nasze spotkanie w Kaliszu, a tak kłopotliwe i kosztowne, choćby przez pocztę. ...  A to – żeby starego przyjaciela pocieszyć. Bóg zapłać!
                Co do języka liturgicznego – to nie miałem trudności. Może być arabski, łaciński czy chiński itd. Chodzi o ryt!  I na to trzeba placetu wyższych władz duchownych. Ale samo nasze spotkanie zbiorowe i Najświętsza Ofiara jest ważniejsza od języka i rytu! Dlatego dzięki za odwołanie tej myśli. Ryt aktualny też dobry!
                O. Spławski jest kaliszaninem. W Kaliszu ma chyba 4 braci i 3 siostry oraz matkę. Dawniej mieszkali, zdaje się: ul. Śródmiejska (nr ...). Chłopcy byli ministrantami, i poza Andrzejkiem chyba jeszcze dwóch (Rysiek i Piotruś) razem ze mną męczyli góry!
                Ja jakoś się trzymam, Modlę się, aby wszystko poszło jak najlepiej. Najserdeczniej pozdrawiam Ciebie ... oraz cały komitet organizacyjny i dzielny Aktyw.
                Szczęść Boże Wszystkim i we wszystkim! - niecny sługa w Chrystusie, ks. Antoni Narel
          Z listu z dnia 23.06.1991 r.:
                „ Z głębi serca dziękuję Wam za miłe i tak gościnne przyjęcie w Waszej Zacnej Rodzinie. A Tobie, Hireczku, przede wszystkim za Genialną Inicjatywę Niesłychanego Spotkania,jakie odbyło się w Kaliszu w dniach 15 – 16 czerwca br. (1991). To niesłychane spotkanie nie tylko w naszym zakonie w Polsce, lecz chyba i w całej Polsce, a może i całym świecie. Po czterdziestu prawie latach niewidzenia się, w rozłące! Gdy tak w małych fragmentach opowiadałem to w Gdyni, przed swoimi Współbraćmi – życzliwsi byli zafascynowani, rozradowani, a mniej życzliwi – opuszczali salę lub kręcili głowami: nie do uwierzenia. I sądzę, że dopiero zdjęcia i film ich przekona. Stąd powstaje we mnie myśl, żeby tak skrybnąć do naszego wydawnictwa, choćby w Naszych wiadomościach (jezuickich) na obie Prowincje, a może i szerzej, w jakimś piśmie czy nawet w formie małej broszurki. Mógłby to być utwór zbiorowy (...) Pierwsza moja myśl była: sam napiszę. Po tym refleksja: Oni dali z Siebie tyle: inicjatywę, trudy i starania, modlitwy (bo o tym pisali do mnie) i niemałe ofiary czasu i pieniądza !
                Nadto piękna myśl u świeckich ( i inteligentów) jest bardziej wymowna, wprost fascynująca. Słowo NAREL z siebie chyba nic nie znaczy. A Wasze nazwiska, tylko z komitetu organizacyjnego: TRONICKI – władza, panowanie i rządy, BARTCZAK – potęga fizyczna i duchowa, PILARSKI – (to z greki i łaciny) filar, podpora, WAWRZYNIAK – uwięczony za dobre dzieło, ŻYŹNIEWSKI – to samo życie, moc, a ŚWIĄTEK – szczyt naszych marzeń i cel! Wybaczcie mi to gadulstwo, ale jest w tym coś z prawdy, jak w każdym przysłowiu !.
                (... )Najserdeczniej pozdrawiam całą Rodzinę i sławny Komitet. Ja tu powiedziałem, że w Gdyni byłem męczony (hultajstwem !) i ukrzyżowany, a w Kaliszu zmartwychwstałem do życia i czuję się bardzo dobrze.
 
          Z listu z dnia 17.07.1991 r.:
                „ Wnet odpisuję, aby dać na razie Wam spokój z moimi radami. Dziś więcej walki o byt codzienny, niż nawet najszlachetniejsze fantazje wynikłe w następstwie naszego Spotkania w dniach 15-16.06.br. Jakie mogłyby być efekty nasuwanej pisaniny?, a koszta by zaraz były. Dlatego dajmy temu spokój. Z tego cośmy przeżyli, a co Was sporo kosztowało, materialnie i fizycznie, sądzę, że opłacił Wam (nam) fakt odnalezienia drogi do Ojca... Waszego Kochanego Kolegi ... I za to Bogu niech będą dzięki!.
                Mnie do pracy, jaką sobie roiłem, należałoby wiele objechać naszego kraju. Do tego, i materialnie i fizycznie, czuję się niezdolnym. Osobiście czuję się nieźle, choć aktualnie mocno zakatarzony.
                (...) Jeszcze raz serdecznie dziękuję za danie mi możliwości spotkania się z MOJĄ KOCHANĄ MŁODZIEŻĄ z Kalisza i Warszawy. Serdecznie pozdrawiam i ściskam całą Waszą Wspólnotę – ks. Antoni Narel.
          Z listu z dnia 30.07.1991 r.:
                „ (...) Czekam na zdjęcia z Kalisza, bo to dziś najlepsza karta wstępu na towarzyskie rozhowory. Film z naszego Spotkania wyświetliliśmy na razie tylko dla małej grupki chorych i Naszych staruchów i kalek... W każdym razie biorę film ze sobą do św. Lipki, do Mrągowa, a tam spodziewam się krewniaków z Orzysza, Ełku i Białegostoku. Niech Kaliszanie i tam pocieszą moich Bliskich – jak i mnie! (...) Niecny sługa w Chrystusie, ks. Antoni Narel”.
„(... )Jeszcze raz dziękuję za miłe odwiedziny w św. Lipce i bardzo się cieszę, że Moi Kochani Goście byli zadowoleni, chociaż przy tak skromnym przyjęciu
(... ) Co do mojej kondycji ... chyba Moi Kochani Przyjaciele mocno przesadzają. Ja ją nadrabiam siłą woli, a często czuję się całkowicie wyczerpany, zmęczony i nierzadko prawie wykończony. Lecz dzięki Bogu za moc woli i czasem siły Abrahama... I za życie także..
(...) Serdecznie pozdrawiam wszystkich moich Przyjaciół Kaliskich – ze Sławnym Komitetem na czele. W intencji wszystkich również Mszę św. ofiaruję w dzień Matki Boskiej Różańcowej. Szczęść Boże Wszystkim - Niecny sługa w Chrystusie, ks. Antoni Narel”.
          Z listu z dnia 12.10.1991 r.
„(...) Dzięki za wieści – za Irka Rakowskiego Mszę św. już jutro odprawię...Ja także choruję i leczę swoje nogi. Mam wodę w kolanach – chyba od ciągłego klęczenia. Ale ja już nigdzie nie muszę się śpieszyć – więc Bogu dzięki za i ten krzyżyk... Dnia 17.10 kończę 49 lat służby kapłańskiej. Czy dożyję 50-lecia? Bóg wie. A mnie to raczej obojętne. Co On da, to dla mnie dobre!
               Ja, ot, tak – czuję się średnio. Jak starzec – poza głuchotą, chyba najlepiej się trzymam wśród naszych tu staruchów ( a jestem najstarszy, bo gonię już 84-ty!). Co jeszcze u mnie? Kwękanie, spokój i radość z humorem. Może czasem i wisielczym.... Pozdrowienia dla całej Kaliskiej Wspólnoty Byłych Moich Ministrantów, z Ich Rodzinami! - Niecny sługa w Chrystusie, ks. Antoni Narel”.
 
          Z listu z dnia 04.06.1992 R.:
               „( ... )Upływa już rok od naszego Spotkania w Kaliszu, po wielu latach absencji, radośnie przeżyliśmy te dni. Cieszyłem się ja, i na Waszych twarzach czytałem wielką radość! To pokazały: Wasza mowa i listy.
               Tym potęgowało się moje wesele, wzrosła euforia! Przypomniałem sobie większość i uścisnąłem Moich Kochanych Ministrantów i szereg górskich Kompanów. Po całych prawie naszych Tatrach i częściowo Karpatach... Moją radość zwiększało również Spotkanie z Waszymi Rodzinami: Żonami, Dziećmi i Wnuczętami, a nawet z Waszymi Czcigodnymi Matkami i Ojcami. Kiedyś również Moimi Przyjaciółmi. Wszystkich, niestety, nie widziałem, bo odeszli już do Ojca po nagrodę... Były i dodatkowe radości. To nasze szczere rozmowy w salkach klasztornych, w przepięknym jezuickim ogrodzie, a nawet przy wspólnych, sutych i elegancko podawanych posiłkach w refektarzu klasztornym dopełniały miary radości. I tak cele Waszego organizowania tego Spotkania były całkowicie osiągnięte, pożyteczne i historycznie chlubne!. Jeżdżąc po całej Polsce przez 44 lata pracy misyjnej, czegoś podobnego nie spotkałem, ani słyszałem w świecie ministranckim! ... Wielkie dzięki łasce Boga! Najpierw była Msza św. dla tych w zaświatach, dnia 15.05 1991 o godz. 15,00. Samych Zmarłych Ministrantów było 6-ściu. Dnia 16.06.1991 o godz. 10,00 także w kościele oo. Jezuitów – wszystkich żywych Ministrantów i członków Ich rodzin. Udział był znacznie liczniejszy. Wszyscy uczestnicy otrzymali pamiątkowe obrazki. Poszło tego ponad 400 szt! Koszty obrazków i nadruków pokryli dobrowolnie Ministranci ze Świętojańskiej w Warszawie. Przybyli Oni ze swoim Opiekunem, Kochanym Naszym Bratem Stefanem Lisowskim. Przedtem byli przez kilka lat mi kompanami górskiej niedoli!
               Spotkanie było bardzo udane i piękne. Dużo do tego przyczynił się ówczesny Rektor kaliski, o. J. Bartlewicz. To też twierdzili chłopcy z Komitetu Organizacyjnego. Kolega Jan Bartczak zrobił liczne i ładne zdjęcia pamiątkowe, a także video film z całości. A więc wielkie dzięki Kochanym Ministrantom Kaliskim i Warszawskim! ...
            Ja czuję się znośnie. Czasem śmierć machnie trochę kosą, ale szelma, jak już             pisałem kiedyś, raczej się mnie boi! A to podobno dobrze, gdy jeszcze ktoś               ma kogo postraszyć. Ale kostucha na pewno zmoże mnie, a kosi codziennie              (...) Serdecznie pozdrawiam wszystkich Kochanych Ministrantów, Ich Miłe              Rodzinki, i Drogich Przyjaciół i Znajomych! Wszystkim Szczęść Boże w                    pracy i dobrym wypoczynku! Niecny sługa w Chrystusie, ks. Antoni Narel -             Wujcio”.
          Z listu z dnia 21.10.1992 r.:
                „ (...) Bardzo serdecznie dziękuję za życzenia z okazji 49-ej u mnie                       rocznicy Kapłaństwa Chrystusowego, za modlitwy.... Bóg zapłać!                            Serdecznie dziękuję za myśli i troskę o moim przyszłorocznym jubileuszu. Ja               na razie o tym nie myślę. Bo czy dożyję przyszłego roku?
            Jeśli tak – to dopiero w styczniu pomyślę o tym i pogadam z moją                             Zwierzchnością. A jeśli nie dożyję – to u mnie już po kłopocie... A u innych               żaden, lub mniej tego ... „To tys fajno”...
            U mnie nic nowego. Jak u starego, ze zdrowiem różnie bywa, ale z humorem             także. A dzięki Bogu nie głodnym ani chłodny... Wszystkim Szczęść Boże! –             Niecny sługa w Chrystusie, ks. Antoni Narel – stary dziad.
                PS. Serdecznie pozdrawiam Całą Społeczność Ministrancką i                               Sympatyków!
          Z listu z dnia 13.11.1992 r.:
             „ (...) Dziękuję też za wieści o Kochanej Waszej Wspólnocie Ministrankiej.             Serdecznie współczuję chorym: Wojtkowi (Żyźniewskiemu) i Mirkowi                       (Rezpondkowi). Śpieszę Im z pomocą w modlitwach i Najświętszej Ofierze.             Pamiętam o Jankach, Mieciu, Hirku II, o Kaziu, o Jackach, Edkach,                         Bolkach, Jótkach, Sławkach, Andrzejach itd. itd. Dziękuję, że daliście mi                   dość dokładny Ich spis. Von Zeit zu Zeit oglądam, i wtedy ze wszystkimi                 zwracam się do Ojca Naszego i Matki z Ich potrzebami. Niech chorzy nie                 tracą nadziei!. Szczęść Boże! - Niecny sługa w Chrystusie, ks. Antoni Narel
          Z listu z dnia 06.01.1993 r.:
             „ Serdeczne ślę dzięki za list z dnia 31 grudnia ub.r. Za miłe życzenia                         świąteczne i noworoczne, za przyjacielskie, mądre rady i zachęty. A chyba                 jestem jeszcze Twoim dłużnikiem w odpowiedziach na wcześniejsze apele!               Mówią: „Stary jak mały!” A każde przysłowie ma w sobie coś prawdy... A               więc rady, zachęty i nawet groźby skutkują... Wątpię tylko czy na starym                   rózgi by dodatnio zakwitły? Ale cuda się dzieją – wbrew temu co mówią:                   „Nie ma cudów”. A ja w nie wierzę i trochę ich dotykałem!... Zatem                         usłuchałem Twojej parokroć powtarzanej rady, „ żeby serce, tak wrażliwe                 dla innych (niby to ma dotyczyć mojego!), pracowało spokojnie dla                           podtrzymania kondycji fizycznej Ojca” Oj, Bratku Kochany, to nasunęło mi               myśl: czy Ty tam po cichu i skrycie nie zrobiłeś sobie doktoratu z medycyny?             I dalej zeń korzystać!  Już codziennie na czczo  łyżeczkę pszczelego miodku,             rozpuszczonego w wodzie, wypijam. To już od 2 miesięcy. I czuję dodatni                wpływ na serce i żołądek. A ten już od Nowicjatu nieraz bardzo przykre dla              mnie fanaberie wyprawiał. Teraz trochę pofolgował. A to dla mnie wielki                    plus... Zatem, Hireczku, jesteś geniuszem! Zwyciężyłeś upór wujcia!
                Co do II Spotkania naszego – to w przyszłym tygodniu ukartuję to z o.               Rektorem – moim ukochanym Tadziem... O efekcie i planie zaraz Wam dam             znać. Jakoś tę, zawsze wielką w Kościele, rocznicę będziemy obchodzić. A               gdzie, i jak – to się jeszcze ułoży. Coraz więcej jednak marzę i myślę o                     odejściu do OJCA. To przecież jest głównym celem naszej ziemskiej                         pielgrzymki...
                Proszę Wszystkich Moich Kochanych Przyjaciół serdecznie pozdrowić –            Szczęść Wam Boże w nowym roku w owocnej pracy modlitwą i Mszą św.                zawsze pukam do Nieba o łaski dla Was – niecny sługa w Chrystusie – ks.                Antoni Narel TJ”.
          Z listu z dnia 15.01.1993 r.:
                „ (..). Obiecałem Wam, że z początkiem 1993 r. ułożę (albo omówię) z o.          Rektorem sprawę naszego spotkania z racji 50-lecia moich święceń                          Kapłańskich. Dziś właśnie miałem z o. Rektorem tę rozmówkę. Na I moje                pytanie: czy w ogóle warto to robić?, tym bardziej, że tak ciężkie czasy, o.                Rektor orzekł: TAK. To tak ważna rocznica w Zakonie i w Kościele! Podałem          mu Wasza inicjatywę i Wasze zdanie – w Kaliszu czy w Gdyni? Wam lepiej w          Kaliszu, bo więcej mogłoby być uczestników, oczywiście i tańsza podróż. Dla            jezuitów raczej to gorszy dojazd, a dla moich krewnych (mam takich bliskich            ponad 40 i plus około 20 dzieci) – znacznie dalsza droga...
         Zatem dzielnym Kaliszanom zostawiamy wybór miejsca. To zdanie o. Rektora          i moje, z tym , że o. Rektor chce mieć sam dzień rocznicowy w Gdyni, tzn.               17.10. Jeśli ma być w Kaliszu – to od Was zależy wybór czasu i na warunkach         z I Spotkania naszego w 1991 r. To miałoby być drugie spotkanie i chyba                ostatnie! Bo dokąd macie starego dziadka wozić, i na niego się tracić przy                dzisiejszych ciężkich warunkach finansowych !? Coś to musi kosztować, choćby        podróż, jakaś tam przegryzka. ...
                Kochani Towarzysze vel Koledzy Wspólnej służby Bogu przy ołtarzu i             Towarzysze górskiej niedoli! Zadecydujcie sami – po modlitwie i namyśle – gdzie       i kiedy się spotkamy. Do Kalisza zaproście, czy ściągnijcie kogo chcecie i                 możecie. Z Gdyni tylko mnie zaholujcie.... Po przyjacielsku radzę Kochanym             Kolegom: dla mnie na osobiste dary niczego nie trzeba. Już daliście w roku 1991 ...  A po co mnie obciążać w daleką drogę. Starczy mi aż nadto 80 kg ciała, kości i        grubej skóry. I z grubej skóry jestem znany. Karbowało mi ją trochę gestapo, a        także NKWD i nasza UB ... Mnie najmilsze jest i będzie Wasze dobre, życzliwe        serce i Wasza piękna dusza! Za to dziękuję Bogu i Wam!
     Aha! O. Rektor Tadzio Pronobis zaznaczył mi – ilu mogę mieć plus minus gości?        Na ile starczy kieszeń o. Ministra (Cesarczyka)? Ja tym nie przejmuję się, bo            wiele lat uczyłem się ( czasem razem z Wami)  „ i obfitować i niedostatek                  cierpieć”. Jeśliby sytuacja zmusiła nas do rezygnacji z tego spotkania – Bogu              niech będą dzięki i za to! To do zbawienia nie jest konieczne...
                Serdecznie Was i Wasze Rodziny pozdrawiam – sługa w Chrystusie ks.          Antoni Narel.”
          Z listu z dnia 01.02.1993 r.:
                „(...) Termin na Kalisz – 20.06 jest możliwy i obojętny. O. Rektor z moim       zdaniem wyjazdu w tym czasie do Kalisza zgodził się. Tylko boję się, że w                Waszym gronie mogą być trudności, bo 18.06 przypadają uroczystości Bożego        Serca. U Jezuitów szczególnie wielka uroczystość, z procesją na Rynek. Nie              wiem, kiedy ją w Kaliszu urządzają. Czy w piątek, 18.06 czy przenoszą na                niedzielę, 20.06? Jeśli ten drugi termin – byłoby to raczej przeszkodą Kościołowi.      Zatem proszę tę sprawę zbadać.
               Druga myśl mnie się nasunęła, a  którą w ostatnim do Was liście                      marginalnie poruszyłem. Ja boję się, że dla Was stanę się ciężarem, a których i          tak dziś macie ... Choćby, jak w poprzednim liście pisałem – czas i wydatki             drogowe. I coś tam w klasztorze... W Warszawie, na Świętojańskiej, także będzie     uroczystość Bożego Serca. Tam zwykle bywała w sam piątek. Ale także pewne       utrudnienie z przyjazdem brata Lisewskiego i paru Ministrantów....
               Moi Kochani Przyjaciele! Oceniam Wasz szacunek dla mnie i Waszą             wdzięczność, tak hojnie okazywaną mnie, ale z tak wielkim poświęceniem, a             kosztem Waszych bliskich – i to znacznie bliższych ode mnie. Dlatego bardzo             proszę rozważyć tę moją myśl i radę: zrezygnować z Waszych kłopotów o starego     przyjaciela i dziadka, który, dzięki Bogu, nie przymiera z głodu. Zakon troszczy się     o chleb dla życia potrzebny, a byliście i widzieliście, że zbytków tu nie mamy, lecz i     nędzy, Dzięki Bogu, także nie! A przed Bogiem ja będę o Was zawsze pamiętać       we Mszy św. i modlitwach! Jedno słówko do mnie od Was będzie dla mnie               zawsze wielką przyjemnością i pociechą! I tego, proszę, nie żałujcie.
    Na 17.10. Br., oczywiście, serdecznie zapraszam. I proszę dać znać, ilu z Was z       Kalisza, a Kalisz zawsze stawiam na pierwszym miejscu, będzie mogło przyjechać,     z obu płci. To jest koniecznie tu potrzebne. O. Rektor już przy I-szej rozmowie to     podkreślił. O wikt to się postara o. Cesarczyk, nasz Minister. Ale z miejscem –         trudniej. Będę bowiem miał trochę ze swojej rodziny i nadto Gości – również             serdecznych Przyjaciół.
                ... Ja czuję się nieźle, najbardziej chyba ciążą mi nogi. Ale do modlitwy           one nie przeszkadzają.
                Serdecznie pozdrawiam Was Wszystkich – Całą Wspólnotę                         Ministrancką... – niecny sługa w Chrystusie, ks. Antoni Narel TJ.”
          Z listu z dnia 01.03.1993 r.:
                „ (...) Dla mnie II Spotkanie u Was może być w każdym terminie, nawet i      13.06. Jednak i ja sądzę, że najlepszy termin obraliście Wy, tj. 27.06, bo nie              będzie przeszkód religijnych. Tzn. nie będziemy przeszkodą ludowi bożemu. Mnie      też nie chodzi o tłumy. Ja miałem przez 44 lata tłumy kilku-, kilkunasto-                      kilkudziesięczno-tysięczne! Mnie przecież chodzi o Was, z którymi razem służyliśmy Bogu w Najświętszej Ofierze, razem hasaliśmy po okolicy, święciliśmy wyczyny pływackie na wodach oceanów: w Nędzerzewie, w Prośnie, czy potem w górskich potokach i stawachy, nawet w Morskim Oku, razem jedliśmy chleb ubogich, czy wyzbierane borówki, albo walczyliśmy z UB. A wiele też mieliśmy chwil, przeważnie miłych i wesołych, i zdrowych! (...)
                Zatem czekam na Was już w piątek, 25.06, a w sobotę ruszylibyśmy do Kalisza. Może tym pojazdem być Cadillac, jakim przyjechał po mnie w 1991 r. Robert. A może znów już w sobotę złożymy Bogu Najświętszą Ofiarę za ++ śp. Tych, co odeszli, tym bardziej, że przybyło parę osób potrzebujących...
                Na piechtę nie liczę już swej maszyrki do Kalisza, bo moje pedały już coraz bardziej słabną i mocniej mi grymaszą!  Ba! i tak, dzięki Bogu, prawie 85 lat służyły mi w kręceniu się po całej Polsce ( i kawale dzisiejszej Białorusi), a nawet po granitach naszych Wierchów. W dodatku trochę skosztowały rąbków Alp, Apenin i Pirenejów ...
Ja – mimo 1001 chorób czuję się znośnie, a czasem nawet dobrze. (... )Serdecznie pozdrawiam Całą Kochaną Brać Ministrancką z Rodzinami. Wszystkim serdeczne Szczęść Boże! - niecny sługa w Chrystusie, ks. Antoni Narel TJ.”
          Z listu z dnia 25.03.1993 r.:
                „ (...) A więc: II Spotkanie w dniach 26 – 27.06 w klasztorze oo. Jezuitów w Kaliszu. A kiedy dacie tu jakąś furę – to mnie powiadomicie. ...
                Ja jakoś się trzymam, ale różnie bywa. Po uszach i sercu najwięcej dają mi zasług moje nogi. Czasem cieszą mnie tylko bólem, a odmawiają posłuszeństwa w spacerach po Tatrzańskiej i Zakopiańskiej.
                Modlę się za Was Wszystkich, zwłaszcza za chorych: Wojtka i Mirka, Wszystkich też serdecznie pozdrawiam i ściskam.
                Serdeczne pozdrowienia od o. Magistra, Brata Piotra i innych Znajomków. Oni też dziękują, i nawzajem takowe składają – sługa w Chrystusie najniższy, ks. Antoni Narel TJ.
                PS. Dzisiaj rano (względnie w nocy) zmarł w miejskim szpitalu w Gdyni Kaliszanin, nasz o. Józef Matuszak. Pogrzeb będzie się w sobotę, 28 bm. w Świętej Lipce. Tam był Ministrem i Wikarym. „
          Z listu z dnia 05.07.1993 r.:
                „ Moi Drodzy i Kochami Przyjaciele! II Spotkanie Nasze w dniach 26-28.06.1993 r. było dla mnie szczególnie radosne, bo było to Spotkanie z Prawdziwymi Przyjaciółmi, a dziś takich przyjaciół mało wśród ludzi. Wszędzie bowiem egoizm i nawet egotyzm niszczy wszelką przyjaźń i miłość! A tam u Was w Kaliszu odczuwałem i miłość i przyjaźń chrześcijańską... Bóg zapłać za Waszą wspaniałą gościnę, za dobre serce. Do chaty swej jechało się bardzo miło i wesoło, a z hojnym zaopatrzeniem przez Wandeczkę na daleką drogę, a w Gdańsku, na Brzeźnie uraczyła nas wszystkich wspaniałym obiadkiem Siostra Janka. (...) U nas Janek miał tylko jeden nocleg, a Wojtek – dwa. Janek u Siostry – to zrozumiałe.
Obaj Moi Ministranciki Kaliscy przez dwa dni służyli mi do Mszy św., a tak nabożnie, że to aż dziwiło i fascynowało Naszych gdynian, a mnie potem się pytali z Naszą Siostrą na czele, co to za wspaniali mężczyźni? To ja z dumą recytowałem: to są moi ministranci z Kalisza. Prezes i inżynier! (Bartczak i Żyźniewski). Dzięki Bogu, ze tacy są jeszcze ludzie! – była ich uwaga radosna. A więc Kaliszanie apostołowali u Nas... Oni też u mnie wspaniale oczyścili moją klatkę i łazienkę, aż łazienka dziwiła się i cieszyła       , bo za 9 lat swego życia, tego jeszcze nie widziała!. Ja również ... Nadto moi Kochani Chłopcy dokonali kilku cudów: przywrócili życie 4 aparatom słuchowym, i wielu bateriom do nich. Dwa dni już korzystam z tego dobrodziejstwa ...
                Serdecznie pozdrawiam Całą Brać Kaliską – Wszystkim: Szczęść Boże w pracy i wypoczynku! – niecny sługa w Chrystusie ks. Antoni Narel TJ.”
          Z listu z dnia 25.07.1993 r.:
                „ (...) W piątek, 30 bm. ruszę na Mazury. Tak zadecydował Nasz p. doktór. Trza pić świeże powietrze z sosnowego lasu. Zdrowie jako tako, chociaż nie najlepsze. Ale grunt, że żyję, chociaż czasem z bólu wyję. Może to z przyzwyczajenia ( oczywiście nie tak, żeby bliźni słyszeli), bo wiadomo, że przyzwyczajenie jest drugą naturą. Może czasem będę miał krótki masaż. A może Pan Bóg zlituje się nade mną i trochę ogrzeje wodę. Główne rzeczy i tak będą: Sanktuarium i lasy sosnowe. Dzięki Bogu za to! ...
                Wszystkich polecam Opiece Opatrzności i życzę Szczęść Boże wo wsiem! – niecny sługa w Chrystusie ks. Antoni Narel TJ.”
          Z listu z dnia 31.08.1993 r.:
                „ Donoszę uprzejmie, że wreszcie dotarłem do swej chaty. Czuję się kapkę odświeżony, ale chyba bardziej zmęczony – jak to jest w naturze starego dziada... Trochę mnie to dziwi, bo bardzo mało męczyłem w tym roku jeziora mazurskie ( i to tylko jedno!). Tylko 8 razy pływałem za cały sierpień, a zwykle – 70 i ponad 80! Ale za to, zgodnie z poleceniem lekarskim, dużo hasałem pio sosnowych lasach. Mało też dokuczałem bratankom w Mrągowie, chociaż mnie serdecznie zapraszali, i byli bardzo gościnni.
                (...) Jeszcze raz serdecznie dziękuję za treściwy list i jeszcze bardziej za tak treściwy i nadęty przekaz pocztowy!! A to mi ułatwiało owe hasanie, mimo dość poważnego zaziębienia. Przez cały miesiąc mogłem je zwalczać różnymi lekami, a wiadomo – dziś bardzo drogimi.
                (...) Tutaj na razie będę miał sporo pisaniny, bo radzą mi pisać zaproszenia na mój Jubileusz. Nawet o. Prowincjała myślą zaprosić, a tu moje paluszki drętwieją! Lecz, co mogę, zrobię. Zresztą: panta rei ...
                Na razie siedzę na IV piętrze i patrzę na piękne widoki, szczególnie nocą. W dzień nie mam czasu.
                Może tak Kochana Moja Wspólnota Kaliska porozumie się – ile osób (Swoich) przyśle na 16-17.10 do Gdyni na mój jubileusz. I Panów i Panie serdecznie zapraszam. Znać liczbę gości i ich płeć chce nasz o. Minister. Zaraz też napiszę do Janka Bartczaka, bo to również Dźwig Kaliskiej Wspólnoty! – niecny sługa w Chrystusie ks. Antoni Narel TJ.”
          Z listu z dnia 05.10.1993 r.:
                „ (...) Cieszę się, że się gotujecie na nasze III Spotkanie, i to w Gdyni – w pełnej morskiej aurze!
                (...) Kłopoty były u nas natury organizacyjnej i kapkę finansowej. Detale przy spotkaniu opowiem. Tu chyba tylko gorąca i ufna modlitwa przywróciła normalny bieg rzeczy! Dzięki Bogu i Szafarce Jego łask!
16 – 18.10 żadnych rekolektantów nie będzie, a więc i żadnej przeszkody. Ja też trochę odsapnąłem i czuję się nieźle. Pokoje będą dla wszystkich. Małżeńskie pary będą same. ...
                Szczęść Boże w pracy, zdrowie i w drodze do Gdyni! – sługa w Chrystusie najniższy, ks. Antoni Narel TJ.”
                Z listu z dnia 22.10.1993 r.:
                „ Najserdeczniejsze ślę Dzięki i gorące Bóg Zapłać za łaskawe przybycie na mój Wielki Jubileusz Kapłaństwa Chrystusowego, na wspólne dziękczynno-błagalne modlitwy oraz wspólne złączenie się z Tym, który jest dawcą Sakramentu Kapłaństwa, i płynących z niego darów i mocy ...
                Dzięki też serdeczne ślę za Wasze dary materialne, na które nie liczyłem, i nie spodziewałem się ich w dzisiejszej biedzie prawie całego naszego narodu ...
                Jeden z naszych młodych (nowicjusz) powiedział mi: Ojcze! Kiedy ja spotykałem Ojca gości przy Furcie, a potem widziałem rozmodlonych w kościele, i przemawiających w stołowej – i rozradowane ich twarze – ja wyczułem, jak oni kochają Ojca. Po tym dodał: ja płakałem z radości! Wtedy powiedziałem: Taka miłość płynie z Boga! Oni kochają Boga, który jest Miłością. I za to Wam gorące dzięki, bo nie tylko staruszka pocieszaliście, ale i Kochaną Naszą Młodzież. Takich było na pewno i więcej! Bogu dzięki!
                Tylko dwóch tu Naszych nie składało mi gratulacji i życzeń z okazji naszych uroczystości – i to moich kolegów misyjnych – a inni wszyscy byli zachwyceni postawą i słowami moich Kochanych Gości ...
I to drugie też dało mi wiele radości, i było wynagrodzeniem za tych zimnych ...
                Sądzę, że o. Minister nie miał strat z tej uroczystości, ale nie pytałem się go o to, bo cały dzień nie ma go w domu ...  Pieniążki więc dałem o. Ekonomowi, jedną czwartą z zebranej sumy dałem na potrzeby naszej młodzieży nowicjackiej. I za to niech będą dzięki! Także i wszystkim Kochanym Gościom! ...
                Jeszcze raz serdecznie dziękuję za wszystko Wszystkim Moim Kochanym Gościom – Kaliskim szczególnie, a modlitwy moje i Ofiary Najświętsze będą płynąć w Niebo przez dłuższy czas za żywych i Waszych w zaświatach ...
                Niecny sługa w Chrystusie – ks. Antoni Narel TJ. „
          Z listu z dnia 04.01.1994 r.:
                „ Wierzę w Świętych obcowanie ... I tu pielgrzymujących ... I Tych, co odeszli... I Wam za to serdeczne Bóg Zapłać! Ja już za śp. Mirka (Rezpondka), który odszedł do Pana, trzy Msze św. ofiarowałem. A dzięki Waszemu dobremu sercu puszczę Wielki Strzał w Górę w najbliższą  sobotę. Bóg Zapłać Wam za hojną ofiarę. To ode mnie i od o. Ministra.
                Ten nowy rok rozpoczynałem ze specjalnymi łaskami Pana, bo „ kogo Pan umiłować raczy – tego krzyżem Swoim raczy!” Dzięki Mu za to. I za tę kratkę. Wraz z krzyżykami odczuwam więcej łask od Ojca. I tak panta rei ... A zawsze bliżej Domu Ojca... A Ojciec jest Miłością samą. Bardzo proszę nie trapić się tak o mnie, ani tracić tak materialnie dla mnie (...) Macie i swoje potrzeby, i może bardziej ode mnie potrzebujących ...
                Modlitwom Waszym zawsze się polecam i serdecznie też pozdrawiam całą Przyjacielską Brać Kaliszan – niecny sługa w Chrystusie, ks. Antoni Narel TJ.”
          Z listu z dnia 11.01.1994 r.:
                „ (...) Dwie kasety i część zdjęć otrzymałem, ale czekam na obiecane, aby potem rozesłać Moim Przyjacielskim Rodzinom, choć jedna moja Bratankowa chętnie zatrzymałaby je wszystkie. A gdzie sprawiedliwość? Tylko Bratankowych mam 5! A innych Bliskich i Przyjaciół?
                Jak los śp. Mirka Rezpondka był i jest w ręku Boga – tak i mój i wszystkich jest w Sercu, które nas tak bardzo ukochało ... I jest na pewno lepsze od mego, a nawet od Waszych dobrych serc. Do Niego ślijmy krótkie depesze, pukajmy mocno, a Ono pośpieszy z pomocą, komu jej potrzeba.
                Miałem pewne żale z Kalisza, a nawet z Warszawy, ze nie odpisuję i oni czekają na mój list. A przecież np. z Kalisza otrzymałem od kilku wiadomość o odejściu Mirka Rezpondka. Ja jednemu napisałem podziękę, i co robię dla śp. Denata ... A Moi Kochani Przyjaciele nie powiadomiliście Siebie nawzajem (zresztą zwykle to czynicie), ale czasem na mnie naciskacie, czemu nie piszę do Was. Kochani Przyjaciele! Jeśli z Waszej, dzięki Bogu, sporej gromadki pisze do mnie np. sześciu, a każdemu musiałbym pisać jeden, to = 6. I czas wchodzi w rachubę, i wiek, i zdrowie i siły starca. Kochami! Cieszę się bardzo Waszymi listami, a nawet Waszym czekaniem, może nawet zniecierpliwieniem, bo coś mi to mówi o Waszym sercu w stosunku do mnie ... Ale Kochani, nie jest to zmiana sposobu traktowania Was, ani mniej szacunku i miłości ku Wam Wszystkim. ...
                Kochani Przyjaciele Kaliscy, widzieliście mnie nie tylko na ambonie i przy ołtarzu, i przy stole, ale i przy pracy, zakupach, przy budowie zapór w górskich potokach, w kąpieliskach, trochę w sporcie, a nawet w cyrkach i w grze w karty. Razem na pagórkach i dolinach, na przełęczach i szczytach uzbrojonych w klamry i łańcuchy. Nie brakło nas nawet w błotach, i grotach oraz wielkich jaskiniach. Znane nam były cukiernie i lodziarnie. Omijaliśmy tylko miejsca gorszące  i złe ze swej natury lub ze swego przeznaczenia. Byłem prawie wszędzie (wyjąwszy czas mojej choroby) z Wami i wśród Was. Starałem się, abyśmy – z różnych okolic i miast -  stanowili jedno. Z duszą i ciałem. I dziękuję Panu
Bogu, że to w Was zostało. Widzieliśmy to dobrze na Spotkaniu Jubileuszowym mego 50-lecia Kapłaństwa ... I za to Bogu niech będą wieczne dzięki!
                Cieszę się, że szliście chętnie na rynek, na zaopatrzenie, do sklepów, lecz także chętnie a często do kościoła, do starego kościółka, a także w górach – do kaplic, krzyży i figur. Bogu dzięki.
                Na razie tyle, bom zmęczony i skostniały mi palce rąk. ...
                Pozdrawiam całą Rodzinę Ministrancką w Kaliszu, i Wszystkich Molich Kochanych Przyjaciół i Znajomych ze starego Kalisza. Ja, stary misjonarz szczerze pozdrawiam i Wszystkim życzę: Szczęść Boże na ten nowy rok i na całe życie – sługa w Chrystusie najniższy – ks. Antoni Narel TJ.”
          Z listu z dnia 27.01.1994 r.:
                „ (...) Byłem z Wami całą duszą na pogrzebie śp. Mirka. Jak już pisałem, kilka Mszy św. w koncelebrze ofiarowałem. Będę i dalej pamiętać o Tych co odeszli, jak i o żywych!!
                (...) „I tak upływa życie, jak potok płynie czas...” I tak jakoś żyję, wcale nie wyję ... I chyba nie tyję, dzięki Bogu, i szczerze wyznaję, że głodu nie doznaję. Ale oprócz starych i stałych chorób, miałem urozmaicenia zaziębieniami i kapkę gorączki. Ostatni tydzień górowała temperatura, bo nawet 38 o C z kreseczkami, ale przed chwilą, dzięki Bogu, spadła na 37,6 0- stłukłem dość czuły termometr, to już nie będzie pokusy do szukania chorób. Ale ani jednej godziny we dnie nie adorowałem łóżka. I tak kakto idiot. Mam abominację do leżakowania za dnia w domu. Spokoju jednak ani humoru nie tracę ... Do miasta rzadko chodzę, choć lekarz boi się atrofii nóg u mnie. Ja też nie życzyłbym sobie. Już trochę se pochodziłem, czasem byłeś Hireczku świadkiem w Tatrach, nadto deptałem trochę Alpy, Pireneje, i Palestyńskie z Taborem na czele. Dzięki Panu Bogu z całego serca! ...
                Serdecznie pozdrawiam Kochaną Brać Ministrancką z Rodzinami i Przyjaciół – Szczęść Boże Wszystkim! – niecny sługa w Chrystusie – ks. Antoni Narel TJ.”
          Z listu z dnia 21.03.1994 r.:
                „ (...) Propozycje, aby razem z Łódzkimi urządzić Nasze spotkanie, czyli trzecie w Kaliszu, radziłem dobrze rozważyć i gorąco omodlić. Miałem na myśli, czy to warto, co Wy urządzacie dla mnie, dla mojej przyjemności i pociechy. Owszem, dla mnie to takie miłe i przyjemne, ale dla Was ( a do wszystkich tu się zwracam...) jest dość kosztowne w pracy i w walucie. A dziś tak trudne czasy ... A ja znów nie jestem i nie chcę być egotykiem! Ot, aby mnie było dobrze! Nie! Nie chciałem tego w młodych latach, i dziś boję się tego. A skoro Łódzcy milczą na Wasze propozycje – to znak, że im nie tak łatwo wyrzucić kupę forsy na nie konieczne potrzeby. Oni za gdyńskie Spotkanie byli bardzo wdzięczni. Przeżyli je, i jak Wy, prawdziwą radość! ... Zatem nowy apel: rozważcie i omódlcie tę sprawę ... Dwa razy mieliśmy już takie Spotkania w Kaliszu, i oba z pięknym owocem duszy okupionej Krwią Chrystusa. To najwspanialszy owoc, i to mnie najwięcej cieszyło – aż do łez radości! Może i znów tak być. Ale Pan Bóg może i w inny sposób okazywać cuda Swej Dobroci i Łaski, bez wielkich strat materialnych.
                Ja jakoś się trzymam, ale sporo różnych strapień upiększa mi życie. (...  )Gdybyście to Spotkanie organizowali – to dajcie znać wcześnie! (...)  Składam, serdeczne życzenia Wesołego Alleluja i wielu łask od Pana. Serdecznie pozdrawiam – ks. Antoni Narel TJ”.
          Z listu z dnia 26.05.1994 r.:
                „ (...) Cieszę się, że trochę tęsknicie za wieściami ode mnie, lecz sądzę, że i mnie zrozumieć możecie, moją tęsknotę za wieściami od Was. One tak żywo mnie interesują, tak drogie są dla mnie... 24.05 szlupnęli mnie z IV piętra aż na I-sze! Trochę mnie to zmęczyło, lecz nad nerwami zapanowałem, nawet z uśmiechem, bo uświadomiłem sobie, że nasz Mistrz na ostatnim etapie miał ciężką Drogę Krzyżową i ukrzyżowanie! A mnie jeszcze, niestety, daleko do takiej drogi. Nie wart jestem tego zaszczytu. A może, co się odwlecze ...Wszystkie swoje rupiecie ubóstwa zakonnego, z pokoju nr 448 przeniosłem do pokoju nr 142 na I piętrze. Lżejsze rzeczy sam zniosłem, a cięższe – czterech młodych Nowicjuszy.
Pięknie im podziękowałem i bardzo skromną herbatką poczęstowałem, bo na miasto nie wyłażę przeszło tydzień – gdyż nogi każą mi się oszczędzać!
                Pokoik chyba identyczny z poprzednim, ale odnowiony, czysty i nie zgryziony grzybem, jak poprzedni! Dlatego chyba przez dwie noce spałem wyśmienicie, aż po 6 godzin – od 21 do 3-ej. To tam tak nie bywało...
                Teraz nadal codziennie, przez cały dzień szturmuję Niebo o łaski dla Przyjaciół moich (...) Ale czuję się fizycznie coraz słabszy... Do Świętej Lipki nie jadę w tym roku. Może na rekolekcje wcisnę się do Jastrzębiej Góry w lipcu lub w sierpniu.
                (...) Serdecznie pozdrawiam całą Brać Ministrancką, z Bartczakami na czele. Wszystkim Szczęść Boże! – niecny sługa w Chrystusie – ks. Antoni Narel TJ.”
          Z listu z dnia 30.06.1994 r.:
                „( ...) dzięki też za życzenia imieninowe, na razie nie wszystkim podziękowałem, bo mnie to bardzo męczy. Latka też swoje mówią i robią ... Serdecznie dziękuję Tobie i całej, życzliwej mi Wspólnocie Moich dawnych Ministrantów w Kaliszu za modlitwy w mojej intencji, bo coraz bardziej zdrowotnie odczuwam swoją starość. Ale i za to dzięki Bogu.
                (...) Wszystkich też pozdrawiam Kochanych Ministrantów i Ich Rodziny! Wszystkim dziękuję i Szczęść Boże we wsiom! – ks. Antoni Narel TJ.”
          Z listu z dnia 21.11.1994 r.:
                „ (...) Cieszy mnie bardzo Wasza chęć Wspólnego Naszego Spotkania, ale chyba Jasio Suliga słusznie ma obiekcje natury finansowej... Ja je poruszałem przez dwa czy trzy razy, na przyszły rok też ... I chociaż od Was niczego nie żądam, to samo zorganizowanie Spotkania w Kaliszu i dojazd, musi coś kosztować... Zatem radzę jeszcze raz sprawę dobrze omodlić i rozważyć, czy warto to robić, i kiedy?
Pierwsza niedziela, czy druga czerwca – zostawiam to do Waszej dyspozycji. Mnie tylko powiadomić. Mój szef na wszystko się zgodzi, bo to jeden z Was ,,, Tadzio (Pronobis TJ – przyp. autora)... Wcześniej dajcie mi znać o Waszym ustaleniu, bo takżę muszę – jako staruszek trochę się przygotować...
                Ja w tym miesiącu przeżyłem spory atak sercowy. Już marzyłem o odejściu do Pana, ale okazało się, że Pan Bóg nie chce śmierci grzesznika... Widocznie czeka Dobry Ojciec na nawrócenie syna ...
                Serdecznie pozdrawiam (...) Oraz Brać Ministrancką z Rodzinami. Szczęść Bożę Wszystkim – niecny sługa w Chrystusie – ks. Antoni Narel TJ.”
          Z listu z dnia 12.03.1995 r.:
                „ Serdeczne dzięki za list z dnia 3 bm. i trochę wieści o aktualnych sprawach, za gotowanie Spotkania.
                (...) Kochani Moi! Na wszelki wypadek radziłbym poszukać takich miejsc  w sąsiedztwie, a może ...: „kto szuka – znajduje” – On tak rzekł ...
                (...) Lecz nie będę Was pouczał, bo mam już zaufanie do Waszego Rozumu i zaradności. Najwyżej jeszcze Przyjaciołom Swoim przypomnę moc modlitwy ... „niech żywi nie tracą nadziei”. Tym i ja będę Was wspomagać, a odwołanie całej imprezy, także jest ostatecznym ratunkiem, aby się nie wstydzić i nie denerwować. Niech się dzieje Wola Nieba ...
                (...) Jedną prośbę mam do Kochanych Przyjaciół Swoich – proszę o modlitwy do i na nasze Spotkanie w Kaliszu, bo czuję, że ciągle słabnę, chociaż Przyjaciele witają mnie często – ależ O. dobrze wygląda – a chyba dlatego, że nie chudnę na ciele. Bogu dzięki i za ten Jego Dar...
                (...) Najserdeczniej pozdrawiam Całą Dzielną Brać Ministrancką z Rodzinami. Szczęść Boże Wam Wszystkim i wo wsiem – niecny sługa w Chrystusie, ks. Antoni Narel TJ.”
          Z listu z dnia 11.05.1995 r.
                „ Serdecznie dziękuję za listy z 5 i 6 maja br. Bardzo one mnie ucieszyły wiadomością o Waszej gorliwości i aktywności w organizowaniu naszego III Spotkania w Kaliszu, w drugim tygodniu czerwca br. (...) Za to zostawiam Wam, kiedy po mnie przyjedziecie, i kiedy barana odwieziecie do Gdyni. (...)
                Nie chcę Wam, Dobrym Ludziom, a zaharowanym w pracy, narzucać swojej woli. Zatem, w Waszym wielkim planie proszę uprzejmie nakreślić mały planik i mi go przysłać. Dla mnie będzie to miłą wyrocznią (...) I o to będę dzwonić do Ojca, który jest w Niebie ...
                (...) Co do mnie – to chyba porozumieć będzie się najlepiej przy Spotkaniu, a mnie teraz mniej pisania. Mam zwykle podwyższone ciśnienie, i tego boją się nasi tu lekarze. Ale ja niczego się nie boję i raczej nikogo – prócz Boga – lecz i tu zwycięża zaufanie w Dobroć OJCA...
                Serdecznie pozdrawiam (...) oraz Całą Kochaną Brać Ministrancką, z Kochanymi Organizatorami na czele. Szczęść Wam Boże we wszystkim! – niecny sługa w Chrystusie, ks. Antoni Narel TJ.”
          Z listu z dnia 26.09.1995 r.
                „ (...) Śliczne też dzięki za opis Waszych wczasów i miłe wojażki ... Także za wzmianki o Kochanej Waszej Wspólnocie Ministranckiej, zwłaszcza o przygodach J. Bartczaka (...)
                Nasze Sanktuarium na Mazurach dało mi wiele. Matka Najświętsza nie zawodzi ... Bo to Najlepsza Matka, a wszystkie skarby, co są w Niebie, są do dyspozycji... Ustały mi częste bóle piersi, trochę mocniejsze mam nogi. To też Jej wielkim darem dla mnie! We wrześniu prawie całym, jeszcze ani razu się nie przewróciłem, a przecież ze mnie to stary niedołęga ... (...)
                Mam dużo do pisania Przyjaciołom, ale jeszcze więcej lenistwa do tego. A może to i skutek łamania w rękach, dłoniach, jako następstwo taskania bagażu i tobołów do Moich Ukochanych i górskiej niedoli, i tak bywa ... Lecz i Panu Bogu dzięki i za ten zaszczyt!
Teraz moi Przyjaciele jakby zapomnieli o starym, ale miłość nie ustaje. Dlatego w modlitwach o Wszystkich pamiętam i imiennie polecam Ich Bogu i Szafarce Jego łask. Dla mnie też starczy pamięć o mnie w modlitwach i czasem w paru słowach listu, czy kartki... Bogu za to dzięki.
                (...) sługa w Chrystusie najniższy, ks. Antoni Narel TJ.”
          Z listu z dnia 25.01.1996 r.:
                „ Bardzo serdecznie dziękuję za list i miłe wieści o Kochanej Wspólnocie Kaliskiej (...) Leniem nigdy nie byłem, a Kalisz szczególnie mam w swej pamięci... Tak samo pisałem i do Janka Bartczaka. Tym bardziej, że to dziś mój Superdobrodziej. Bardzo mnie cieszy Twój gest wobec Wojtka (Żyżniewskiego), bo On na pewno jest w większej potrzebie niż stare dziadzisko, co śmierci już blisko, chleba mu Zakon nie żałuje. Bardzo się cieszę, że moją myśl zgadnąłeś. Bóg Ci zapłać za to!
                Ja jakoś żyję. Wiele mi się daje we znaki różnych choróbek ciała, od serca począwszy, ale chodzę, a raczej drepczę sam bez pomocy innych, i bez wózka. Stąd są tacy (może mało znający się na życiu ludzkim), mówiący i odpowiadający pytającym się telefonicznie, że Narel jest zdrów, a że w br. Infirmarz nasz karmi mnie trzy razy dziennie (czasem i więcej) różnymi lekarstwami i męczy kilkoma zabiegami leczniczymi – tego nie biorą pod uwagę. Bogu dzięki i za to, że jakoś mogę się dosunąć do kaplic naszych i do kościoła na wszystkie Msze św., i modlić się za siebie oraz Moich Kochanych Przyjaciół, i Krewnych, i Znajomych. To zwykła między ludźmi sprawiedliwość. I nie posądzam nawet ich o złą wolę, a raczej o znak głębszej myśli... A św. Paweł Apostoł mówi: „ dziękujcie Bogu za wszystko” – czyli za to co miłe i przyjemne, jak również za to co przykre i bolesne. I dziękuję Panu Bogu, i dlatego zawsze czuję się dobrze, pogodny i nawet wesoły. I takim mnie moje otoczenie widzi! (...) Bogusiowi Michalakowi, Sławkowi Szwedzie i Jankowi Sulidze również Bóg Zapłać za dobre Serce!
(...) Serdecznie p;ozdrawiam i ściskam (...) i Całą Kochaną Wspólnotę Ministrancką, Szczęść Boże Wszystkim – niecny sługa w Chrystusie, Ks. Antoni Narel TJ.”
          Z listu z dnia 19.02.1996 r.:
                „ (...) serdecznie dziękuję za list i wieści. Także za troskliwość, aby staremu śpieszyć z pomocą, ale prócz modlitw niczego nie potrzebuję, i prosiłem kiedyś, żebyś dla mnie nie żebrał, bo ja nie głoduję, i co konieczne – Zakon mi daje... To mnie raczej boli, już i tak wiele od Moich Kochanych Kaliszan otrzymałem. Bóg Zapłać, ale polecam się tylko modlitwom Waszym. Parę słów z pozdrowieniem zawsze chętnie odczytam.
                Serdecznie (...) Całą Kochaną Brać pozdrawiam i ściskam oraz Szczęść Boże Wszystkim życzę – niecny sługa ks. Antoni Narel TJ’”
                Jest to ostatni zachowany list od śp. O. Antoniego Narela TJ ( pisany odręcznie, stąd z uwagi na wiek O. Narela – praktycznie bardzo trudny do odczytania – dop. Autora