O. ANTONI NAREL TJ
1909 - 1996

Z Watykanu o o. Antonim

Od kilku lat, do organizatorów corocznej mszy św. za o. Antoniego Narela i zmarłych byłych ministrantów kościoła o.o. Jezuitów w Kaliszu z lat pięćdziesiątych ub. w., specjalne przesłanie wystosowuje były ministrant  kościoła oo. Jezuitów w Łodzi, jezuita o. Lech Rynkiewicz z Radia Watykańskiego, który od września 2013 r. przeszedł do Papieskiego Instytutu Studiów Kościelnych w Rzymie:

RYNKIEWICZ Lech, ks., ur. 26 IV 1943 w Wilnie, wst. 5 IX 1960 w Kaliszu, ks. 31 VII 1971. Syn Stanisława i Pauliny z d. Michniewicz. Studiował filoz. w Krakowie 1962-68, z przerwą na dwuletnią służbę wojskową, teol. w Warszawie 1968-72 oraz teol. duchowości w Rzymie 1973-77. Od 1980 pracownik Radia Watykańskiego, najpierw w Sekcji Polskiej 1980-82, a następnie w Redakcji Centralnej, od 1988 wicedyrektor Programów Radia Watykańskiego. Z kolei od września 2013 roku przeszedł do Papieskiego Instytutu Studiów Kościelnych w Rzymie (archiwum historyczne podległe warszawskiej prowincji Jezuitów). 

www.jezuici.krakow.pl

Na Jubileuszu 50 – lecia życia zakonnego Ojca Antoniego Narela, w dniu 17 października 1993 r., wygłosił następującą homilię:

„Ja jestem Panem i nie ma innego“. Te krótkie słowa Izajasza z dzisiejszego pierwszego czytania wyrażają istotę spotkania Boga z człowiekiem, są określeniem sensu naszego życia i powołania na tej ziemi. Odkryć, że istnieje Bóg, że nie przebywa w niedosiegłej przestrzeni, że zainteresował się człowiekiem, pochylił się nad nim, zakochał się w nim, wyniósł nas do swego boskiego poziomu. Odkryć, że Bóg jest Ojcem, że nie jest obojętny na los swych dzieci, że nie trzeba się Go bać, że można biec ku niemu z wyciągniętymi ramionami wołając jak małe dzieci „Abba - Tatusiu". Odkrycie czy nie odkrycie takiego oblicza i obecności Boga nie jest obojętne dla naszego życia. Odkrycie, że Bóg jest jedynym panem oszczędza nam wielu dramatów i tragedii, oszczędza błądzenia, sprawiania cierpienia innym, szukania życia w namiastkach, które życia dać nie mogą. „Ja jestem Panem i nie ma innego“. To tylko na pozór oczywista prawda. Historia ludów i narodów, historia życia każdego z nas pokazuje, jak łatwo i często żyjemy tak, jakby Pan Bóg nie istniał. Jak niewiele trzeba, by w obliczu niepewności, strachu przed przyszłością, niedostatku, pokusy wybrać innych panów, wybrać bożki, idole, u których żebrać będziemy uczucia, życia, szczęścia. Rzecz w tym jednak, że taka gonitwa zawsze kończy się klęską, nawet po fascynujących osiągnięciach i euforii posiadania. Jak odkryć i przekonać się, że Bóg jest, że niebo jest otwarte, że idziemy sensownie ku życiu wiecznemu? Boga nikt nigdy nie widział; jeżeli jednak miłujemy się nawzajem, to Bóg trwa w nas i nasza miłość ku Niemu jest również doskonała. Boga nikt nigdy nie widział. A jednak zobaczyć Go można. Gdy wciela się w drugiego człowieka, kiedy on kocha, kiedy wychodzi z wrodzonego egoizmu, poświęca się, ofiarowuje swoje życie. Jeżeli będziecie  miłować jedni drugich, to wszyscy poznają, żeście moimi uczniami (J). W Starym Testamencie poznawano tę obecność Pana poprzez potęgę Jego działania, także orężnego, przez  zewnętrzne znaki; w Nowym przez moc pokory i bezinteresowną miłość! Gromadzimy się dziś na tej Eucharystii w 50-lecie święceń kapłańskich O. Antoniego Narela, by dziękować Panu Bogu, parafrazując słowa św. Pawła z dzisiejszego drugiego czytania, za dzieło wiary O. Antoniego, za trud miłości i wytrwałą nadzieję w Panu naszym Jezusie Chrystusie. Dziękujemy Panu Bogu, bo wszelkie dobro od Niego pochodzi. Uwielbiamy Go, bo uczynił wielkie rzeczy w słabym człowieku,   a   słabi   wszyscy  jesteśmy. Dziękujemy -za-50-lat kapłańskiej, służby innym, tak jak dziękuje się też za 50 lat wierności małżeńskiej, ofiarnej, dającej i służącej życiu. W życiu O. Antoniego są specjalne motywy do tej wdzięczności. Określić je można jednym zdaniem: wdzięczność za miłość, troskę o drugiego człowieka, o jego dobro duchowe i materialne. Doświadczyły tego dziesiątki tysięcy osób. Wielu świadków jest obecnych dziś w tej świątyni. Świadkowie 1116 rekolekcyjnych prac misyjnych, dziesiątków tysięcy godzin spędzonych w obleganym konfesjonale, ubogie rodziny, sieroty, studiująca młodzież, wszyscy, którzy otrzymywali materialną pomoc. Wiele tajemnic znanych tylko im samym i Panu Bogu. Każdy mógłby świadczyć cząstką swego życia. Osobiście znam O. Antoniego od 40 lat. Byłem w gronie ministrantów, którzy wyjeżdżali z nim na letnie obozy w górach w czasach, gdy jeszcze były one rzadkością. O. Antoni poświęcał na nie swoje wakacje. Był wtedy księdzem, robił zakupy na targu, a w pierwszych heroicznych czasach, był także kucharzem. Dodatkowo musiał krzyżować szyki milicji, która tropiła takich jak on wywrotowców. O. Antoni nie był „młodzieżowcem", jak byśmy powiedzieli „z metodą". Był po prostu człowiekiem, który interesował się drugimi. Jak chętnie chodziło się do jego pokoju, gdy wracał z misyjnych wypraw, by z nim być, by móc porozmawiać o własnych sprawach, posłuchać misyjnych opowieści, czuć się zaakceptowanym, autentycznie kochanym. Dla wielu z nas był pierwszym znakiem, że Bóg kocha każdego człowieka. Te słowa nie są panegirykiem ku czci O. Antoniego. Są dziękczynną litanią ku Panu Bogu za dobro,którego doświadczyliśmy i doświadczamy nadal przez obecność O. Narela, choć przyszła już jesień życia, cierpienia fizyczne i odizolowanie spowodowane utratą słuchu. Może to dobro nie jest tak ewindentne, moze zmniejszył sie krąg jego odbiorców. Tym dobrem jest budujące, umacniające świadectwo pokoju, pogodzenia się z własną historią, stałe zaufanie do tego, co czyni Pan Bóg.

Dziękujemy Panu Bogu, Ojcze Antoni, za to wszystko; za to, że byłeś i jesteś. Życzymy CI byś w tym czasie, który CI Pan Bóg jeszcze zostawił, czuł się użyteczny Kościołowi swym cierpieniem i modlitwą, tak jak byłeś kiedyś użyteczny intensywną pracą apostolską, by nie opuszczała Cię wdzięczność ludzkich serc, rzecz może nie najistotniejsza, ale zawsze pomocna. Niech trwa przede wszystkim wdzięczność tych z nas, którzy od Ciebie nauczyli się dawać, co cesarskie – cesarzowi tzn. Podatki, a co Boskie – Bogu, tzn. Całych siebie. Amen.

 Dnia 10.06.2006 napisał:

 Drodzy Przyjaciele!

 Z głębokim wzruszeniem śledzę coroczne obchody rocznicy śmierci O. Narela i przy tej okazji wspomnienie wszystkich zmarłych Jego wychowanków i współpracowników. Ze wzruszeniem, bo to dla mnie dowód jak miłość do drugiego człowieka pozostawia niezatarty ślad w życiu: w pamięci i wdzięczności tych, którzy tej miłości doświadczyli.

Wszyscy dobrze wiemy, że O. Antoni nie był „młodzieżowcem”,  w stylu kogoś kto używał specjalnych metod psychologicznych, czy pedagogicznych, by pozyskać uznanie i mieć wpływ wychowawczy. Był bardzo tradycyjnym duszpasterzem, ale kimś o olbrzymim sercu. On po prostu młodzież kochał. Poświęcał swój wolny dla niej. Był stale do dyspozycji. Swoje wakacje oddawał zawsze dla nas, byśmy mogli odpocząć tam, gdzie wielu z nas sami nie mogliby się znaleźć. Iluż z nas doświadczyło także  Jego pomocy materialnej i to nie symbolicznej. Ta Wasza obecność na dzisiejszej uroczystości to znak, że miłość jest silniejsza niż śmierć. To także objawienie świętych obcowania. Nadspodziewanie długa jest już lista wychowanków Ojca, którzy razem  z nim stoją  już przed obliczem Pana Boga - można by było powiedzieć  po ludzku - przedwcześnie. Ale nie nam sądzić czasy Pańskie. Wcześniej czy później, wszyscy wrócimy do domu Ojca. Myślę, że dobrze zinterpretuję Wasze uczucia, gdy powiem, iż to dzisiejsze spotkanie nie ma charakteru nostalgicznego, smutnego wspomnienia. Jest ono stanięciem w obliczu żywego Pana, który jest „wczoraj, dziś i jutro”. Stanięcie w duchu wdzięczności za to, co Bóg zbudował poprzez O. Antoniego i w duchu modlitwy za tych, którzy jeszcze jej potrzebują, by cieszyć się pełnią radości w  Panu. Eucharystia, ta uobecniająca się tajemnica śmierci i zmartwychwstania Pana Jezusa niesie owoce zwycięstwa nad grzechem i śmiercią. Wprowadza w Zmartwychwstanie, już dzisiaj, już na tej ziemi. Odległość  nie pozwala mi być wśród Was, ale jestem obecny duchem i myślą. Modlę się, by owoce miłości były trwałe i by Pan Bóg pocieszył jak najpełniej tych, którzy dziś cierpią jeszcze z powodu rozstania z najbliższymi. Serdecznie wszystkich pozdrawiam.
Leszek Rynkiewicz SJ

Przesłanie z 10.06.2011:

 Drodzy Przyjaciele,

To już tradycyjnie , niestety, nie mogę uczestniczyć z Wami w tym modlitewnym spotkaniu upamiętniającym jakąś cząstkę historii naszego życia.  Wzruszające jest , że przetrwała pamięć dobra, którego doświadczyliśmy osobiście za sprawą O. Antoniego, lub przynajmniej byliśmy jego świadkami. W świecie, w którym zło krzyczy i jest nagłaśnianie, gdzie króluje  egoizm, niezgoda i podziały warto wracać pamięcią do kogoś kto kochał innych i oddał się całą duszą ich dobru duchowemu, a  także spieszył z pomocą, by zmniejszyć ludzką biedę materialną.  Z perspektywy minionych wielu  już lat możemy powiedzieć, że siane dobro przyniosło owoce także i na długą przyszłość. Owoce zbudowanego człowieczeństwa i przekonanie, że jeżeli istnieje dobro, to pochodzi  ono od Pana Boga. Bo taki jest sens tego zgromadzenia się dziś wokół eucharytycznego stołu. Eucharystia jest  z istoty hymnem wdzięczności, błogosławienia  składanego Bogu Ojcu poprzez Jezusa Chrystusa za wszystko, co otrzymaliśmy, otrzymujemy i otrzymamy.  Tu także uczymy się i otrzymujemy zdolność, by  i naszym udziałem stało się dobro do przekazania  innym. Jesteśmy już pokoleniem, który powoli  schodzi ze sceny tego świata. Lista naszych zmarłych kolegów jest tego wymownym dowodem.  Modlimy się za tych, którzy odeszli i może tej modlitwy jeszcze potrzebują, by móc zobaczyć  w pełni oblicze Pana Boga. Za jakiś czas i my będziemy po tamtej stronie, ale to nie powinno nas zasmucać i napawać  nostagiczną melancholią za czasem, który minął i nie powróci.  W Panu Bogu nie ma przemijania czasu. W Nim życie się nie kończy, a jedynie przemienia. I trwa stale Dobro. Niech nam będzie dane przekazać to Dobro naszym dzieciom i wnukom,  Dobro, którego wiernym sługą był O. Antoni. Łączę się z Wami w tej radosnej chwili i serdecznie wszystkich pozdrawiam.
Leszek Rynkiewicz SJ

Przesłanie z 10.06. 2012:

 Drodzy Przyjaciele,

 W Wielki Czwartek, 5 kwietnia bieżącego roku, Benedykt XVI w homilii zwróconej do księży przypomniał, że powołanie kapłańskie jest ”konsekracją  w prawdzie”, cytując słowa z modlitwy arcykapłańskiej Pana Jezusa zapisane w Ewangelii św. Jana. A konsekracja to powierzenie  na służbę Panu Bogu, a przez Niego na służbę innym. W tym świetle jasno jawi się droga tego powołania - mówił papież: wyrzeczenie się tego, co jest wyłącznie moje, wyrzeczenie się autorealizacji. Nie wymagać życia tylko dla siebie, ale bycie dla innych. Nie pytać co będę miał z tego? Upodobnienie się do Chrystusa, który nie panuje, a służy, nie bierze, a daje. 
Rożne rzeczy się dzisiaj mówi i pisze o księżach, prawdziwe i nie prawdziwe. 
Dlatego ważne jest przypomnienie postaci o. Antoniego, który był przykładem tego życia dla innych. Poprzez gorliwość apostolską,  troskę o dusze człowieka jako niestrudzony misjonarz ludowy. A także poprzez zapobiegliwość o potrzeby materialne potrzebujących, zwłaszcza młodzieży. Niezwykłe i wzruszające było to, że poświęcał swoje wakacje, by prowadzić obozy dla ministrantów, gdzie był opiekunem, a nieraz skupującym i kucharzem. Trzeba też z wdzięcznością wspomnieć i jego przełożonych zakonnych, którzy dawali mu pozwolenie na taką działalność i przeznaczanie pieniędzy dla innych, pieniędzy, które były ofiarowywane na potrzeby zakonu. Wzruszające jest też, że przetrwała pamięć dobra, którego doświadczyliśmy osobiście za sprawą O. Antoniego, lub przynajmniej byliśmy jego świadkami. W świecie, w którym zło krzyczy i jest nagłaśniane, gdzie króluje  egoizm, niezgoda i podziały warto wracać pamięcią do kogoś kto kochał innych i oddał się im całą duszą.  Z perspektywy minionych wielu  już lat możemy powiedzieć, że siane dobro przyniosło owoce także i na długą przyszłość. Owoce zbudowanego człowieczeństwa i przekonanie, że jeżeli istnieje dobro, to pochodzi  ono od Pana Boga. Bo taki jest sens tego zgromadzenia się dziś wokół eucharystycznego stołu.

Niech nam będzie dane przekazać to Dobro naszym dzieciom i wnukom,  Dobro, którego wiernym sługą był O. Antoni.

Łączę się z Wami w tej radosnej chwili i serdecznie wszystkich pozdrawiam.

 Leszek Rynkiewicz SJ

Dnia 6.06.2014 napisał:

Kochani Weterani wdzięcznej pamięci po o. Narelu, i więzi przyjaźni poministranckich!

            Non omnis moriar (Nie wszystek umrę) (Orazio, Ody, III, 30, 6). Tak kiedyś łaciński poeta mówił o swej spuściźnie literackiej, która wystawiła mu pomnik po śmierci. Chrześcijaństwo zinterpretowało to później jako wiarę w nieśmiertelną jego duszę, która trwa i po śmierci biologicznej. Echo tych słów znajdujemy też w "Tryptyku Rzymskim" Jana Pawła II ("nie cały umieram").
            Te słowa przyszły mi na myśl przed  dorocznym spotkaniem Was wszystkich, którzy macie wdzięczne serca. To co pozostaje po człowieku to ilość dobra, które uczynił,  wszystko co jest znakiem wyjścia z wrodzonego nam egoizmu i myślenia tylko o swoich sprawach. Taka bezintersowna miłosć staje się także paszportem do nieba, dając prawo do otrzymania Bożego miłosierdzia. A taka pewność pozwala nam iść z pogodą na ostatnie spotkanie z Panem, więcej, z utęsknieniem, by dołączyć do naszych ukochanych, którzy na nas czekają. Piszę to także  z chęcią pociechy dla tych z nas, których w ostatnim czasie dotknęła żałoba.
Modląc się za wszystkich, którzy nas poprzedzili, wspominając dobro, które zostawili niech nam towarzyszy pragnienie, by i po nas zostało dobro.
Łączę się z Wami w tym dniu modlitwy i wspomnień. Serdecznie pozdrawiam.
Leszek Rynkiewicz

 Przesłanie z dnia 10.06.2016 r.

Mija 20 lat od śmierci O. Antoniego. W naszym życiu to nie mały okres, a jak szybko minął. Jak szybko mija nasze życie, a każdy wcześniej czy później musi się zmierzyć z tym potworem - śmiercią, która czyha na drodze naszego istnienia. Dotyka naszych najbliższych, dotknie każdego z nas. Można wobec niej drżeć, uciekać w alienację, można pytać się czy warto rodzić dzieci jeśli przyszłość jest taka?

Po ludzku nie ma odpowiedzi. Jest tylko słowo, pozostawione gesty Jezusa Chrystusa, które pozwalają jakoś przebić się przez tę gęstą mgłę tajemnicy i w zaufaniu przetrwać. Ktoś kiedyś zauważył, że dla nas chrześcijan żywi nie umierają a umarli nie zmartwychwstają. Chce to powiedzieć, iż śmierć nie jest końcem. Ma inną rolę  Jest przejściem. Bolesnym – tak, przede wszystkim dla tych, którzy zostają. Zabiera nam życie biologiczne zadane na jakiś czas, ale otwiera drzwi  na wieczne spotkanie w jasności z Ojcem Przedwiecznym, z całym Niebem. I to jest pociecha, która nie ma ceny.

Gdy wspominamy dobro, którego doświadczyliśmy od Pana Boga przez posługę O. Antoniego, gdy dziękujemy za spotkanie się z nim na ścieżkach naszego życia, przyjmijmy też słowo światła i pociechy Pana Jezusa na przetrwanie tej próby zaufania, która kiedyś przyjdzie na każdego z nas.

Alleluja.

 Leszek Rynkiewicz SI

 Nominacja oficerska
             dla o. Leszka Rynkiewicza SI

29 listopada 2015 r.w kolegiacie Najświętszej Maryi Panny, Królowej Polski w Gdyni został mianowany na stopień podporucznika rezerwy Marynarki Wojennej o. Lech Rynkiewicz  SI.
                                
W latach 1959-1980, wbrew porozumieniom zawartym między państwem i Kościołem, do wojska przymusowo wcielono ok. 2900 kleryków z seminariów duchownych, diecezjalnych i zakonnych. Od 1964 r. funkcjonowały trzy jednostki specjalizujące się w „wychowywaniu” kleryków: w Szczecinie-Podjuchach, Gdańsku i Opolu. W późniejszym czasie opolska jednostka została przeniesiona do Brzegu, a jednostka z Gdańska − do Bartoszyc. W czasie trwania służby wojskowej kandydaci do kapłaństwa byli na różne sposoby szykanowani: zmuszano ich do wykonywania ciężkich, często bezsensownych prac fizycznych, uniemożliwiano praktyki religijne, znęcano się nad nimi fizycznie i psychicznie, a także namawiano do porzucenia seminariów w zamian za pomoc w znalezieniu mieszkania, pracy oraz miejsca na świeckich uczelniach.
Dopiero obecny rząd w ramach „moralnej rekompensaty” podjął inicjatywę mianowania ówczesnych alumnów żołnierzy na pierwszy stopień oficerski, tak jak miało to miejsce w przypadku studentów świeckich uczelni, których obowiązkowe przeszkolenie wojskowe trwało zresztą znacznie krócej. Księża otrzymali stopień podporucznika rezerwy, który nie wiąże się z żadnymi przywilejami przewidzianymi dla oficerów zawodowych.
Jednym z byłych alumnów-żołnierzy zmuszonych do odbycia służby wojskowej był śp. ks. Jerzy Popiełuszko, który pełnił ją w latach 1966-1968 w jednostce w Bartoszycach.
Większość kleryków jezuickich odbyła służbę w latach 1964-1966 w Gdańsku, Szczecinie i Opolu. Było nas, jeśli mnie pamięć nie zawodzi, około 25-ciu z obu prowincji.
Patenty oficerskie zostały wręczone w kilku turach, pozostałym przy życiu księżom (około 1600), a którzy wyrazili zainteresowanie tym rodzajem wyróżnienia.
W odróżnieniu od innych rodzajów broni księża ex-marynarze otrzymali patenty nie w Warszawie, ale w Gdyni i to w mundurach oficerskich. Uroczystość odbyła się 29 listopada w kolegiacie Najświętszej Maryi Panny, Królowej Polski, po Mszy św. z udziałem kompanii reprezentacyjnej Marynarki Wojennej, szefa MON, wojewody pomorskiego i dowódca Centrum Operacji Morskich. Mszy św. koncelebrowanej przewodniczył dziekan Marynarki Wojennej ks. kmdr. por. Zbigniew Rećko.
Było nas 11 księży, z 38-miu możliwych.


                                                                                                    Leszek Rynkiewicz SI